Adam Szulc Barber
40 lat praktyki w zawodzie. Tradycyjne fryzjerstwo męskie z rzemieślniczym sznytem. Since 1986. 40 years practice barber. Still on tune, still on razorwork.
Cutting, razoring, brushing, styling men's hair and beards.💈✂️💈Straight Edge. Hard Core music. ###. #steampunk
18/04/2026
Po niedzielnym obiedzie i krótkim spacerze zachęcamy do obejrzenia odcinka #5 serialu „Barberska Dekada”. 📺
👉🏼 Zatem już jutro w niedzielę 19 kwietnia o godzinie 16.45 odcinek „Borsuk w Jamie” w TVP3 Poznań.
W nim to będzie można posłuchać fryzjerskich rozmów Adama Szulca z trzema gośćmi: profesorem Jerzym Bralczykiem, nestorem fryzjerstwa męskiego Franciszkiem Głów i Bartkiem Sikorą z firmy Pan Drwal.
Dobrego oglądania!
Jama.
Przemysławka x Urząd Marszałkowski Województwa Wielkopolskiego x Wielkopolska Izba Rzemieślnicza w Poznaniu x Centrum Wsparcia Rzemiosła, Kształcenia Dualnego i Zawodowego w Poznaniu x Miasto Poznań x TVP VOD
18/04/2026
Nowy numer magazynu GQ Poland jest już w papierze w Jamie. A mówimy o tym dlatego, że jest tam piękny i wzruszający artykuł Grzegorza Czyża- reżysera serialu „Barberska Dekada” - o nas, o mnie, o Jamie.
Artykuł ten nosi tytuł „Człowiek witruwiański” i, wraz ze zdjęciami, mieści się na czterech stronach tegoż magazynu. Wygląda to świetnie.
Zachęcamy do nabywania albo poczytania u nas.
Dziękujemy Grzegorzowi za dobre słowa, a redaktorowi naczelnemu Oliwierowi Janiakowi za zaufanie.
Pozdrawiamy i czytamy w Jamie!
A. # # #
🎶 Już we wrześniu wpada trzecia część składanki „Jama & Friends”…
ALE ZANIM...
👉🏼 pierwszej części nie ma już wcale!
👉🏼 Jama & Friends 2” - zostało dosłownie kilka egzemplarzy!
Na tej płycie, oprócz wielu innych wykonawców, znajdziecie unikatowy numer od Liber Marcin Piotrowski - dostępny tylko na tym winylu.
Liber x Mentalcut
🎧 „Koszule” (remix DJ Mentalcut) - kawałek z wymienionym Joe Pescim.
⏳ Spieszcie się bo zostały ostatnie egzemplarze!
Jama.
CYMEON X x Eye for an eye x Regres x Urgent Kill x INTEGRITY x Cop Off x Pidżama P***o x x
17/04/2026
Kim jest fryzjer bez klienta?
Nikim!
Bartek!
Znamy się już kilkanaście lat, a zaczęło się jak w wielu przypadkach przy okazji zapuszczenia brody. Tym razem przez Bartka. Ta tak zwana moda na brody sprawiła, że przez stary zakład przewinęło się mnóstwo, ale to mnóstwo nowych chętnych do trymowania zarostu i oni to, oprócz setek wiernych klientów sprzed lat, stali się nowym zaczynem twardego fundamentu nowych przyjaciół Jamy. Bartek w naturalny sposób przeszedł do nowego miejsca i od dekady widujemy się bardzo regularnie. Ta regularność to nie tylko wizyty na fotelu, choć to one są główną osią tych spotkań. Jednakże pielęgnowanie brody i włosów jest niewątpliwie ważne, ale to tylko jedna strona medalu, bo po jakimś czasie okazało się, że z Bartkiem mamy podobne zainteresowania muzyczne i widujemy się na poznańskich rockowych koncertach.
To jednak wciąż nie wszystko, bo od czasu kiedy Bartkowi i Jego szanownej małżonce przybyło dziatwy, to kolejnym pretekstem do barberskiej wizyty są comiesięczne postrzyżyny syna. Dodać trzeba, że rodzina to wspaniała, a ciepło bijące od całej ekipy z żoną na czele jest bardzo budujące. Kibicujemy mocno!
Broda Bartka to długa łopata, a Jego fryzura to króciutkie boki i góra, z intensywnie zostawionym tyłem, trochę na wzór niektórych członków angielskich punkowych kapel z lat osiemdziesiątych. Taki mocniejszy rodzaj mulleta.
Jakkolwiek zawsze tematów mamy mnóstwo, bo z wieloma sprawami jest nam po drodze.
Bartkowi dobrego dnia, a Wam wszystkim spokojnego weekendu!
A. # # # & Jama.
16/04/2026
Kilka dni temu odwiedziły nas w Jamie przedszkolaki z Przedszkola im. Koszałka Opałka w Poznaniu. Pokazywaliśmy im jak wygląda barber shop, prezentowaliśmy zapachy i opowiadaliśmy o ciekawostkach zawodu. Dzieci i panie opiekunki wyszli bardzo zadowoleni. Bardzo się cieszymy i dziękujemy za odwiedziny.
Nie byłoby w tym może nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że jest to przedszkole, do którego ja chodziłem w latach 1976-1978!
Cudna klamra!!
A. # # #
Ps. na zdjęciu ja na zjeżdżalni na terenie przedszkola. Który??
16/04/2026
KSIĄŻKA MIESIĄCA W JAMIE Kwiecień 2026
Maja Krasicka „Okna z widokiem na świat. Hotel Merkury i luksus w PRL” (Wydawnictwo Miejskie Posnania 2024)
Na Hotel Merkury w Poznaniu- cudo architektury przełomu lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XX wieku- każdy z nas zwykłych śmiertelników patrzył z podziwem. To stamtąd taksówki zabierały i tam przywoziły cudzoziemców, to tam życie przez okno wyglądało tak inaczej, tak europejsko i zachodnio, to tam mieścił się Pewex, elegancka cukiernia i pokoje, o których każdy słyszał, a nikt ich nie widział. Dla nas szaraków nie było tam miejsca, choć na mieście mówiło się dużo o piłkarzach, którzy tam balowali, o prywaciarzach zostawiających krocie napiwków, o cenach za pokój przyprawiających o zawrót głowy zwykłych zjadaczy chleba czy o kosmicznej bryle budynku wyrwanej kompletnie z kontekstu codziennego życia miasta Poznania.
Autorka książki Maja Krasicka przenosi nas do luksusu peerelowskiej rzeczywistości, w której normalni ludzie żyli po cichu, ale jak władza miała wymyślić coś komfortowego, to już musiało być takie, żeby przyćmiło zachodnich gości. I tak było w Merkurym.
Świetnie opowiedziana historia poznańskiego hotelu zaczyna się w powojennym świecie miasta Poznania, w którym zniszczenia dokonane przez pięcioletnią niemiecką okupację i wielką bitwę zimą 1945 roku sięgały nie tylko materialnej, ale też psychicznej sfery mieszkańców. Dość powiedzieć, że wojenna demoralizacja objawiała się w codziennej obsłudze obywateli na różnych polach. W tym branży hotelarskiej, która poobijana po okrutnych czasach po wojnie została znacjonalizowana, a właściciele zastąpieni kierownikami z odgórnego nadania.
Poznań potrzebował dobrego hotelu jak kania dżdżu. Do naszego miasta przyjeżdżali zagraniczni kontrahenci odwiedzający targi poznańskie i powstające fabryki, ale nie mieli komfortowej strefy do odpoczynku. Dziś jest zupełnie normalne, że po długiej podróży meldujemy się w hotelu, bierzemy prysznic, rozpakowujemy się, jemy tam kolację, wygodnie śpimy, śniadamy i następnego dnia jesteśmy gotowi do działań operacyjnych. Wtedy niekoniecznie.
Zatem pani Maja wzięła sobie za cel opowiedzenie nam o meandrach i zawiłościach powstania, rozkwitu i upadku hotelu, który swą bryłą w reprezentacyjnym miejscu miasta pokazywał całemu światu jak Stanisław Tym swoim misiem: „patrzcie to nasze i to nie jest nasze ostatnie słowo!”.
Zatem jesteśmy świadkami powstawania budynku na desce kreślarskiej. Z trzech projektów wybrano ten, który znamy autorstwa pp. Cieślińskiego i Węcławskiego. Zwłaszcza ten pierwszy poczuł krew i projektował wszystko od A do Zet włącznie z lampami, fotelami, recepcją i ogromem różnych drobiazgów. Ciekawe, bo na początkowym etapie swojej frustracji związanej z przeszkodami administracyjnymi w swoim dzienniku opisującym przebieg budowy użyl sformułowania „biurokracja zabija twórczość”. Jeszcze ciekawsze by było co by teraz powiedział jak by mu ministry wyskoczyły z zielonoładowymi ekoprzepisami. Pewnie nie dokończyłby tej budowy nigdy.
Otwarcie Merkurego następuje w 1964 roku i oczom pierwszych gości oraz oglądających ukazuje się nowoczesny budynek z przestronną recepcją, urokliwą kawiarnią, najwyższych lotów restauracją, salonem fryzjerskim i trzystu pięćdziesięcioma dwoma pokojami, w tym jednym- nr 127- dla podsłuchującej esbecji. Dla recepcji wymyślono specjalny system meldowania o tajemniczej nazwie Room Status System, który w tym skomplikowanym sercu hotelu pracował całą dobę po to, żeby ułatwić życie pracowników, ale też, żeby nie było pomyłek na różnych poziomach przekazywania informacji o gościu. Kawiarnia zapraszała swoich gości na śniadania, a zaraz po godzinie dziesiątej rano, gdy obsługa posprzątała po porannym zamieszaniu zaczynali schodzić się pierwsi klienci z ulicy, i tak było do późnych godzin wieczornych. Kawiarnia słynęła z lodów i ciast robionych w specjalnych hotelowych pracowniach. Z kolei restauracja przygotowywała wykwintne potrawy na orbisowskich zastawach z fabryk porcelany na Dolnym Śląsku, a ilość zatrudnionych w niej pracowników była oszałamiająca. Szyk! Co jeszcze? Klub hotelowy, zamawianie rozmów telefonicznych, zakupy w Peweksie, panie lekkich obyczajów i salon fryzjerski, o którym autorka nie napisała NIC. Ani jednego słowa na temat porannego golenia skacowanych dżentelmenów, nic o nowoczesnym urządzeniu salonu w częściach męskiej i damskiej, ani o modzie na fryzury pań i panów pracujących w hotelu, ani o tym, że zakładu już nie ma. Bardzo, bardzo szkoda.
Poza tym książka erste klasse.
Bardzo polecam, bo to kawał historii naszego miasta, która w pewnym sensie wciąż jest żywa za sprawą nowego właściciela i nowej, acz bliskiej starej, nazwy Mercure.
Wiem, że autorka szykuje kolejną pozycję, tym razem o Orbisie- czekamy cierpliwie, a póki co czytamy w Jamie!
Wydawnictwo Miejskie Posnania
ps 1. bym zapomniał- mój egzemplarz z dedykacją i podpisem autorki- dziękuję!
ps.2. udało mi się zrobić mały research odnośnie fryzjerni istniejącej w merkurowych wnętrzach. No i tak, starzy fryzjerzy mówią, że od początku istnienia aż do roku 1989 był to zakład podlegający Spółdzielni Fryzjersko-Kosmetycznej w Poznaniu. Wszystko to co napisałem wyżej o tym, że było to nowoczesne miejsce pozostaje bez zmian, bo to był spółdzielczy lokal flagowy najwyższej kategorii i pracujący na dwie zmiany. W 1989 roku zakład troszkę stracił na renomie, ale w listopadzie tego samego roku przejął go pan Tadeusz Mizgalski z żoną Izabelą i otworzyli tam salon o nazwie Wzorcowy, który najjaśniej świecił na firmamencie ówczesnej poznańskiej branży beauty. Prowadzili go aż do sprzedaży hotelu przez Orbis.
Targi LOOK i beautyVISION.
To był wyjątkowy weekend.
- pokazy na scenie
- spotkania
- rozmowy
- 40 lat pracy w zawodzie fryzjera męskiego
Ale najważniejsze jest jedno.
To nie jest historia jednej osoby.
To historia całej ekipy.
Dziękujemy, że byliście z nami ❤️
Jama.
Pan Drwal x Jaga Hupało Pracownia
15/04/2026
Pan Tomasz.
Kiedy spotkaliśmy się pierwszy raz, wiedziałem, że to wyjątkowa osobistość.
Normalny facet przed siedemdziesiątką, siwe włosy, żadnych kremów pod oczy czy tego typu niepotrzebności. Idealny model.
Przed kamerą zachowywał się jak urodzony do zdjęć.
Cztery tradycyjne fryzury: Pompadour, Slick Back, Side Part, Flat Top.
Tak działamy.
Tak wyglądałby Elvis Presley gdyby wciąż żył.
Dziękujemy panie Tomaszu!
Jama.
Foto: Maciej Bogaczyk
Fryzury: Adam Szulc
Kosmetyki: Steam Punk
Bogaczyki.pl x Pan Drwal x Fred Perry
--- --- -- ----
Mr. Tomasz.
When we first met, I knew he was a unique individual.
An ordinary guy in his late sixties, with gray hair, no eye cream or any of that sort of nonsense. The perfect model.
In front of the camera, he acted as if he were born to be photographed.
Four classic hairstyles: Pompadour, Slick Back, Side Part, Flat Top.
That’s how we roll.
This is what Elvis Presley would look like if he were alive today.
Thank you, Mr. Tomasz!
Jama.
Photo: Maciej Bogaczyk
Hairstyles: Adam Szulc
Cosmetics: Steam Punk
14/04/2026
To miłe, że moja pierwsza książka „Fryzjer Męski” została nominowana do nagrody 19. edycji Konkursu Literackiego im. Władysława Reymonta organizowanego przez Związek Rzemiosła Polskiego.
Wszystko wyjaśni się 23 kwietnia.
Bardzo dziękuję za nominację i czekamy!!!
A. # # # & Jama.
Związek Rzemiosła Polskiego x Ogólnopolska Komisja Fryzjersko-Kosmetyczna Związku Rzemiosła Polskiego x Wielkopolska Izba Rzemieślnicza w Poznaniu x Centrum Wsparcia Rzemiosła, Kształcenia Dualnego i Zawodowego w Poznaniu x Miasto Poznań x Targi LOOK i beautyVISION x Pan Drwal x Cech Rzemiosł Różnych w Poznaniu x Zysk i S-ka Wydawnictwo x Fale Loki Koki
14/04/2026
Kilka dni temu redaktor Beata Demianowska rozmawiała ze mną w TVP3 Poznań w programie "Wspólne popołudnie".
Zachęcam do rzucenia okiem.
Dziękuję za zaproszenie!
A. # # # & Jama.
https://poznan.tvp.pl/92523927/08042026-cz1
14/04/2026
Lionheart- Lp „Valley of death II” (Arising Empire) 2026
By Adam Szulc Barber kwiecień 2026
Wielki Lionheart powraca z kolejnym albumem. Jak dotychczas, tak i teraz trzymają się sprawdzonej konwencji ciężkiego metalicznego hardcore’a opartego na lekko hiphopowym rosole. Mam momentami wrażenie, że to wszystko już u nich słyszałem, bo pomysły są bardzo podobne do wcześniejszych rozwiązań. Jednakże dwóch rzeczy nie sposób im odmówić, a mianowicie wybitnej produkcji połączonej z mega dynamiką i oryginalnością w scenie metal/hardcore. Lionheart jest rozpoznawalny od pierwszego beatu, wyjątkowego riffu, mistrzostwa realizacji nagrań czy specyficznego ni to deklamu, ni to krzyku, ni to growlu wokalisty Roba Watsona.
Ta płyta przekracza ich własne granice brutalności, ciężkości i ponurej opowieści o ponurej okolicy. Wojna na dzielnicy, to jest najtrafniejsze określenie tego co tu się dzieje. Muzycznie i tekstowo. Gangusy, złote pingle, szerokie portki, pięćdziesięciocentymetrowe bicki i wielkie sikory kontra policmajstry i wszelakie to co powiązanie z państwem albo drużyna ubrana w innego koloru drelichy. Struktury podziemne? Chyba już bardziej naziemne, ale na pewno eksterytorialne. Zła historia i bez kija tam nie wchodź, a jak już to na własną odpowiedzialność. Może trochę przesadzam, ale taki jest ogólny wydźwięk tego albumu. Nuta trochę się tu dzieje jakby zmieszać najmocniejszy Hatebreed z …Limp Bizkit. Tak, tak dobrze słyszycie, bo ten drugi wybrzmiewa w kontrastach, a ten pierwszy w ciężarze, hardcorowej manierze i niezliczonych breakdownach.
Te dziesięć kawałków to jak dziesięć podłożonych bomb. Od pierwszego numeru- zresztą pod znamiennym tytułem „Bulletproof” - przenosimy się bezpośrednio na ulice dużych kalifornijskich miast i doświadczamy tego, jak to powiedział Roger Miret podczas ostatniego koncertu w Berlinie: „…this is not a social media bu****it, this is a real life”.
„Valley of death II” to świetna płyta z dodatkowymi kooperacjami od mocnych zawodników z hardcorowej branży. Około drugiej minuty drugiego utworu pojawia się Matt Honeycutt wokalista teksańskiego potwora Kublai Khan. Wydarł się tu nisko acz nieziemsko, a jego maniera jest niepodrabialna. Dzieło wieńczy „Death grip”, ach te policyjne syreny, wybuchy, kosmiczne mid tempo i ta druga gitara na tyłach aaarrrgghhh!!! Tu też mamy kooperację i pojawia się w niej nie kto inny jak Kevin Skaff z A Day To Remember z Florydy.
Po dziesięciu przesłuchach, mimo pewnej przewidywalności, ostatecznie całość petarda! Jedna z płyt roku.
Mój placek czarno-niebieski.
Słuchamy w Jamie!
CoreTex x Arising Empire x LIONHEART OFFICIAL x Kublai Khan TX x A Day To Remember
Targi LOOK i beautyVISION
Dziękujemy!
Jama.
Kliknij tutaj, aby odebrać Sponsorowane Ogłoszenie.
Kategoria
Skontaktuj się z firmę
Strona Internetowa
Adres
Poznan
61-249
Godziny Otwarcia
| Poniedziałek | 06:00 - 18:00 |
| Wtorek | 06:00 - 18:00 |
| Środa | 06:00 - 18:00 |
| Czwartek | 06:00 - 18:00 |
| Piątek | 06:00 - 18:00 |
| Sobota | 08:00 - 14:00 |